Szukaj

in the pink heaven

nie waż się.

Jeśli ciągle żywisz przekonanie, że to jakie cyferki pojawią się na wadze po wejściu na nią ma znaczenie, to dobrze. Bo ma. To znaczenie jest żadne. Żadne to jednak jakieś. Starasz się, pocisz, sensownie jesz, a waga stoi? Niech stoi. W łazience. Nie patrz na nią, nawet ukradkiem. To nie Twoja waga się zmienia, tylko Twoje ciało. Zmieniają się proporcje, następuje rekompozycja ciała, tu Ci spada, tam Ci rośnie, a gdzie indziej bez zmian. Tak to działa, jeśli robisz to z głową. Mi też zajęło trochę czasu, żeby wejść na wyższy level i zerwać więzi łączące mnie z wagą, i tą łazienkową i mojego ciała. Udało się. Finito, koniec i basta. Cieszę się. A jeśli dla Ciebie to takie ważne, bo koleżanka/sąsiadka/ciocia/znajomaznajomej waży 2 kg mniej od Ciebie – to uwierz, że to jakieś dyrdymały. Ona to ona, ja to ja, Ty to Ty. I sorry, ale nasze pupy nigdy nie będą takie same! Zwymiotuj swoją wagową frustrację, otwórz paczadła i porównaj siebie do…siebie. Siebie z dzisiaj do siebie z wczoraj, sprzed tygodnia, miesiąca, roku czy kilku lat. Nie do innych. Skup się na swojej pupie. I jeśli nie masz o niej zbyt dobrej opinii, to czas ją ruszyć, a jeśli masz to w niej, to spokojnie możesz używać jej np. do siedzenia. A wagi do wagi nie przywiązuj. Przywiąż się raczej do lustra, mniejszych ubrań i lepszego samopoczucia. Tylko do kanapy może niekoniecznie.

nie_wchodz_na_to_od_tego_sie_placze_5875

 

Reklamy

pierś do przodu.

To, że na kobiecej klatce piersiowej nie ma włosów, nie oznacza, że jesteśmy zwolnione z jej trenowania. Tak, pod tą przyciągającą męski wzrok częścią ciała są mięśnie! I absolutnie nie jesteśmy zwolnione z ich treningu. Zwłaszcza, że mogą one wpłynąć na wygląd tego, co się znajduje na nich i co niestety z biegiem czasu zaczyna się zbytnio relaksować. Nośmy więc nasze piersi dumnie i dajmy naszym mięśniom piersiowym bodziec, by je trochę pobudzić i by dały radę unieść to, co na nich, czyli cycki. Dlatego włączamy w swój trening wyciskanie hantli czy sztangi na płasko, na skosie dodatnim i ujemnym, pompki i ich kombinacje, przenoszenie sztangielki za głowę czy rozpiętki. Oczywiście klatka nie jest naszym priorytetem, więc nie męczymy jej aż tak jak nasz zad (można mieć inny priorytet?), ale nie omijamy, nie wymigujemy się, nie jęczymy.  A i nasza postawa się zmieni, pierś do przodu i podbijamy świat. Prawda jest taka, że kto ma cycki ten ma władze, a skoro niećwiczone maleją, wniosek jest prosty.

Poza tym, abstrahując od ćwiczeń, warto też pokazać, że masz serce tam, gdzie większość widzi biust. Na przekór.

thumb_8823_default_big-01

wylecz głowę.

Jak już masz jakiś staż treningowy to pewnie wiesz, że w gimnastykowaniu się nie chodzi tylko o wysiłek fizyczny. Jeśli takiego stażu Ci brak, to zaręczam, że często chodzi o coś więcej. O głowę. A raczej jej częściowy brak. Idąc na siłownię/trening głowa zostaje w domu, w pracy, u sąsiadki, w przedszkolu, w sklepie, gdziekolwiek, bez różnicy. Nazywam to wartością dodaną do treningu. Taki komfort psychiczny, odcięcie się od problemów i wszystkiego co jest w życiu fuj. Nasz mózg jest tak mistrzowski, że na treningu potrafi skupić się tylko na tym, co akurat robisz, wręcz pozwala Ci na to, a czasem daje sygnał: ‚sorry, ale nie’. I sorry, ale może być ciężko ten error oszukać samymi mięśniami. Dzięki temu masz możliwość wyłączyć myślenie, uspokoić głowę, złapać równowagę. Wszędzie czytam o tym, że aby coś osiągnąć, trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu (wiecie, że niby trening to dyskomfort i takie tam). Ja robię na przekór i wchodząc na siłownie, wkraczam w strefę komfortu. Swoją strefę, w swój komfort, dla siebie. Nie obrażę się, jeśli też tak będziecie robić. Pogadaj z mózgiem, swoim, a nóż się zgodzi na takie rozwiązanie. A jak już z tej strefy wyjdziecie, to zwymiotujecie endorfinami i wszystko będzie łatwiejsze i prostsze. Serio. Spróbujcie.

woman-lifting-weights-490987485-credit-mtoome-630x420-01

siłuj się

Kobieto! Piękna Ty! Lepsza Połowo! Uwierz…siłownia nie zrobi z Ciebie dżentelmena. Nie da rady, jest spalona na wejściu. Twoje ciało się tak zorganizowało a hormony tak rozrabiają, że jest to jak diabli trudne do osiągnięcia. Wręcz niemożliwe. Z facetami jest inaczej, oni mają łatwiej w tej kwestii. Nasze ciała stworzone są do czegoś zupełnie innego, a od przeciętności do kulturystki jest szmat drogi, pełnej wyrzeczeń i piekielnie trudnej pracy. Zwykła, jak ja, bywalczyni siłowni, nie dotrwa nawet do jej połowy – bo działa, jak natura chciała. Co ważniejsze, mięśnie rosną wolno, raczej  im się nie spieszy, i potrzebują odpowiedniego bodźca (czyt. ciężaru) z odpowiednią regularnością, by ruszyć z miejsca. Ale to nie znaczy, że mamy słabnąć w zapędach. Wręcz przeciwnie, sztanga nie parzy i dobrze nam zrobi. Nie rozwiązując się w swojej rozwiązłości- konkrety:
– spalenie tkanki tłuszczowej
– poprawa sylwetki
– przyspieszenie metabolizmu
– wzmocnienie kości
– ujędrnienie ciała
– opóźnienie starzenia
– poprawa jakości snu
– lepsza kondycja
– prawidłowa postawa ciała
– odpoczynek dla głowy.
I właśnie dlatego, na mój rozum –  opłaca się i warto. Dodam jeszcze, że to jest całkiem fajne. Słaby argument, ale lepszy niż żaden. Ród niewieści niech zatem przybędzie i poci się w zacnym celu. Do startu!

Ajć, zapomniałabym. Na końcu  tej drogi jest nagroda.
To Ty. Nowa Ty.

1480779995_hslta8_600.jpg

satysfakcja gwarantowana

Wiosna przyszła i chce mi się permanentnie, natarczywie i natrętnie ćwiczyć. Mam nadzieję, że nie jestem w tym stanie sama jak Kevin sam w domu, bo im nas więcej, tym jest to postrzegane jako bardziej normalne. Ewentualnie stworzę sektę Wiosennozagorzałych Ćwiczących. Do sedna. Jak już tak zajadle ćwiczę i ćwiczę, to zaczynam kombinować, nowości się zachciewa, supergigantoserie i inne szalone choreografie. Są więc i potoczne zakwasy, fachowo – zespół opóźnionego czucia mięśniowego. W skrócie chodzi o to, że w czasie treningu na skutek rozciągania mięśni dochodzi do mikrouszkodzeń włókien mięśniowych, pojawiają się stany zapalne i boli. Amen. Nie ma się co rozczulać. Różne teorie czytałam. Począwszy od tego, że jak boli to rośnie, a jak rośnie to dobrze, poprzez to, że wszedł dobry trening (każdy jest dobry, zły to ten niewykonany), a kończąc na tym, że skoro boli to słaba technika. Jedno jest pewne. Boli, bo organizm adaptuje się do zmian, do zwiększonego wysiłku, a skoro się adaptuje i to do wysiłku, to znaczy, że jest sprawniejszy, a skoro sprawniejszy, to i zdrowszy, i szczęśliwszy, a to przecież korzystnie i obiecująco. Lubię to, lubię ten absurdalny stan, mimo, że boli to daje ogromną satysfakcję. A patent na zakwasy jest jeden, bardzo skuteczny – nie ćwiczyć. Dziękuję, nie skorzystam.

Fit young woman doing pilates workout at the gym

niepłaski brzuch mój.

Brzuch jaki jest każdy widzi. Na szczęście każdy ma swój. A na nieszczęście każdy ma inny, a wszyscy chcieliby mieć taki sam – płaski. Ja jeszcze bym dodała umięśniony, ale ja to ja. Wszędzie piszą ‚odpowiednia dieta, ruch, picie wody‚ i niby mają rację a brzuch jest i do tego niepłaski. Niestety, my kobiety, obok małej ilości testosteronu, mamy też tendencję do odkładania się tłuszczu na brzuchu, udach i biodrach. Na domiar złego jest to tłuszcz oporny i cwany, ponieważ pojawia się jako pierwszy a znika jako ostatni. Dochodzi do tego genetyka, która jest niesprawiedliwa, nie daje wszystkim po równo i rozkłada receptory odpowiedzialne za magazynowanie tłuszczu (wredne, niefajne, nieposłuszne) i te które potrafią go spalić ogniem piekielnym, nieregularnie na ciele. Można się domyślić, że tych pierwszych, na wszelką niekorzyść tego świata, mamy najwięcej na bebzolu. Rozwiązanie jest jedno, skoro tłuszcz hodujemy konsekwentnie latami, to właśnie ta wypracowana już konsekwencja i cierpliwość to złoty środek. Jeśli robisz wszystko co powinnaś, to poczekaj jeszcze trochę, rób to dalej, zniknie i z brzucha… kiedyś. Daj mu czas, dużo czasu. Można w tym czasie popracować na przykład nad jędrnością… mózgu, ponoć też sexy. Ewentualnie narysować pępek na plecach?

rggk9kqTURBXy8yMzY5NTEyNzdhOTgyOTY5OWMxOWI0NDNhODFlNjg1MS5qcGVnkZMFzQH0zQH0gaEwAQ-01

mam kompleks.

Nie lubię cardio. Z wzajemnością. Zwyczajnie nam nie po drodze, wciąż się mijamy. Próbowaliśmy się zaprzyjaźnić, nie wyszło, trudno, z szacunku do niego nie będę go wykonywać. Ma wiele fanów, więc sobie poradzi beze mnie. Ja bez niego też. Zdecydowanie wolę treningi metaboliczne – szybkie, mocne i przyjemne. Moim ostatnim odkryciem jest kompleks sztangowy, który wchodzi na stałe w mój plan treningowy. I tutaj już się pojawiła prawdziwa i szczera sympatia. Polubiliśmy się od pierwszego wejrzenia. Motyle, chemia i euforia dotknęły mej duszy. Jak wygląda mój kompleks? Mogłabym książkę napisać, a nawet kilka, ale jeśli chodzi o ten sztangowy to: przysiad -> dzień dobry -> wyciskanie żołnierskie -> wiosłowanie -> martwy ciąg. Ćwiczenia bezpośrednio po sobie, bez przerw, w tempie i z uśmiechem na twarzy. Nic nie poradzę, lubię się męczyć. I tak się męczę rund kilka, metabolizm przyspiesza, tłuszcz się spala a mięśnie zostają. Jednym słowem: niekiepsko. Jak już jakiś staż treningowy masz, to polecam z czystym sumieniem, jeśli nie masz, to polecam najpierw zrobić staż a potem kompleks sztangowy. Bo jak się zaczyna coś ze złej strony, to wiadomo co wyjdzie. Kupa – delikatnie mówiąc.

c6bc773172_bo_ci_sztanga_stygnie

posil się.

Poćwiczyłeś? Czas zjeść. Tak, po treningu trzeba zjeść, przynajmniej wypada. W ogóle trzeba jeść, i przed, i po, i bez, tylko w trakcie może niekoniecznie. Ale czy trzeba od razu po wejściu do szatni wciągać  banana? Jak to? Tak na brudasa i śmierdzioszka? Ano, nie trzeba. Jeśli trzymasz w ciągu dnia wszelkie kuszące  Cię kalorie w ryzach, to 3 minuty po treningu banana jeść, a raczej pochłaniać, nie musisz. Jeśli nie masz drugiej jednostki treningowej tego samego dnia, bądź nie jesteś głodny, nie masz ochoty jeść bo tak jarasz się swoją pompą, to możesz spokojnie posiłek przesunąć w czasie, nic się nie stanie – koniec świata jeszcze nie nadchodzi i ciągle jesteś w formie. To wciąż będzie posiłek potreningowy. Okno anaboliczne nie zamyka się nagle po 60 minutach z wielkim impetem, aż pękają wszystkie szyby- luz, zdążysz się umyć. Ważne jest, by nie chodzić głodnym i robić tak, by jedzenie nie było przymusem. Toż to się można zestresować i kortyzol się podniesie, i na co po co nam to? Jemy spokojnie, kiedy mamy ochotę, kiedy zgłodniejemy, kiedy chcemy. Bo tylko spokój i opanowanie nas uratuje.  W imię posiłków i regeneracji, i zdrowego rozsądku, pozdro.

IMG_5721-768x1024-768x1024-01

czasem warto o(d)puścić.

Iść czy nie iść – oto jest pytanie? W mojej głowie prawie zawsze ‚iść’, ale…nie warto zmuszać się do treningu. Jeżeli laryngolog nie stwierdził u Ciebie wady słuchu, a okulista wzroku, to słuchaj swojego organizmu i obserwuj sygnały jakie Ci wysyła. Jeśli Ci się nie chce tak szalenie, jak szalony jest marcowy zając, to odpuść. Nie oszukujmy się, od opuszczenia jednego, dwóch czy nawet trzech treningów (do czterech się wolę nie zapuszczać) – Twoja pupa nie spadnie i nie przytyjesz nagle 12 kg. Nie jesteś robotem i Twój organizm musi naładować baterie. Z mojego doświadczenia wiem, że zmuszanie się do treningu na który nie masz kompletnie siły wiąże się z:
– zrobieniem treningu na ‚odczepnego’ – a tego nie lubimy,
– brakiem progresu,
– brakiem przyjemności z treningu,
– stresem.
Dlatego jeśli cały wszechświat nie chce byś dziś trenował, mięśnie krzyczą, że nie dadzą rady, boli Cię głowa, brzuch czy zwyczajnie dopadł Cię chroniczny brak sił, bądź zgubiłeś je gdzieś pomiędzy wszystkimi ‚fajnymi’ codziennymi obowiązkami – nie szukaj, odpuść, odpocznij, nabierz mocy, zatęsknij za siłownią a na następny trening pójdziesz napalony jak kornik na szafę. I to dotyczy fizyczności, a jeśli chodzi o aspekt psychicznopsychologicznomotywacyjny, to jeśli nie masz nastroju na siłownię …. zmień nastrój!

91208bab822442cf948e7d1b1bf0fcf9

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑