Pupa nie balon – nie pęknie, ale też się sama nie napompuje – więc trzeba działać. Internety aż huczą od przykładów ćwiczeń na poślady, nawet na oba, jednak u mnie numerem jeden jest stary, poczciwy hip thrust. Nic tak nie smyra mych czterech liter jak duży ciężar na sztandze przy HP. Dlaczego aż tak się z nim zaprzyjaźniłam?
– jak mało kto i co, odwzajemnił moje uczucie, ba! nawet się odwdzięczył podniesionym zadem,
– zdecydowanie najlepiej angażuje pośladki bez rozbudowy czworogłowego i bez obciążania lędźwi,
– prosty technicznie, a prostotę sobie cenię,
– najszybciej i najbardziej progresuję w tym ćwiczeniu, droga od pustej sztangi do 100 kg wcale nie była taka długa i kręta, a progres daje radość i siłę, a moc zaczyna spadać z nieba,
– uwielbiam ten zespół napięcia przedhipthrustowego – „wejdzie czy nie wejdzie” i pohipthrustowego – „weszło”,
– ból pośladków przed ostatnią serią sprawia mi, o zgrozo… przyjemność.
Jakieś wady? Dużo sprzątania żelastwa po wszystkim i niestety nikt nigdy nie proponuje pomocy. Musimy sprzątać sami, ja i mój (sponiewierany) tyłek.558f2bf0a7c0866867c7e9e159c5a487--the-park-woman-fitness-01

 

Reklamy