Dziś o obawach moich kiedyś i być może Twoich dziś. Obawach przed siłownią i wszystkim co w okół niej się kręci. Każdy kiedyś zaczynał, nawet ten najbardziej wyżyłowany i wycięty koks, o dziwo!  On też miał cykora! To, że zaczynasz i próbujesz już wzbudza szacunek reszty bywalców i nikt nie będzie Cię tam wartościował. Rób swoje. Większość ma raczej w zadzie to co robi reszta, przy wejściu ustawiają focus na siebie i ciężar, nie drgną nawet powieką na Twój widok. Masz ich z głowy. Rób swoje. Nie daj się zawstydzić stękaniem innych. Ponoć to pomaga, ale jestem skłonna podważyć tę tezę. Wyjścia są dwa. Albo sam/a zacznij stękać głośniej, albo słuchawki na maksa i rób swoje. Na trudne spojrzenia tubylców odpowiedz uśmiechem – prawdopodobnie masz fajny zad w tych legginsach, ale ciągle rób swoje. Pamiętaj, że tam każdy rżnie eksperta i dobre rady są jakieś dwa kroki od Ciebie, jednak czasem nawet trener personalny potrzebuje trenera personalnego, więc posłuchaj, podziękuj i rób swoje. (chyba, że te dobre rady są godne uwagi – wtedy oczywiście nic nie wiesz i potrzebujesz pomocy) To, że większość rzuca hantlami tak, że trzęsą się ściany i wydają przy tym okrzyk napalonego goryla, nie oznacza, że Ty też musisz. Możesz. Nie musisz. Rzuć raz a porządnie, zobacz czy Cię to jara i rób swoje. Straszne jest tylko to czego nie znamy, poznaj więc to miejsce, może nawet poczujesz miętę i rób swoje. Jak jeszcze Cię nie przekonałam, to pomyśl, że Arkę Noego zbudowali amatorzy a Titanica profesjonaliści. Dlatego idź, baw się dobrze i rób swoje. Najlepiej jak potrafisz. Bo potrafisz – nie utoniesz.

IMG_20180521_051953-01-01

Reklamy